Posiedzenie rady zarządu prawie już się skończyło. Tylko, jak zwykle, te bubki ze sprzedaży nie mogą przestać mówić. Zamiast wciskać nam tutaj te głodne kawałki o tym dlaczego nikt nie chce kupować tego badziewia sprowadzanego przez nas z Chin i Tajlandii zajęli by się czymś poważniejszym? Na przykład pogoniliby do roboty dystrybutorów – w końcu za to biorą pieniądze. Ale nie, oni wolą gadać na zebraniach… gadać… gadać… jakby od tego zależało ich być albo nie być.
Szef też ma już dość ich nadętej paplaniny i cały czas spogląda przez oszkloną szybę na panoramę Warszawy. No, nareszcie koniec…
Jeszcze tylko ojcowski uścisk dłoni bossa i można wychodzić. Przy drzwiach dyskretnie spoglądam na zegarek – za pięć trzynasta. Bywało gorzej. Szybko idę do swojego gabinetu – teczka, kluczyki… mam wszystko. Żeby tylko na windę nie trzeba było czekać… na szczęście winda już przez kogoś została przywołana. Przede mną do środka pakują się te trzy bubki ze sprzedaży – cały czas plotą jak nakręceni jak przekupki na targu. Nawet podoba mi się to skojarzenie… ale na Boga – to nie bazarek w Mławie tylko korporacja w Warszawie, która codziennie obraca milionami złotych. Staram się ich nie słuchać, ale pomimo to cały czas przez głowę przelatują mi poszczególne słowa… restauracja… sushi… rachunek… W końcu zjeżdżamy na górny poziom podziemnego parkingu, wymijam cały czas nawijające przekupki i idę do samochodu. Czy oni w ogóle czasami nawzajem się słuchają czy tylko mówią?
Siedzę w środku. Trzask drzwi odbijający się echem po ścianach parkingu. W końcu cisza. Jak miło znaleźć się w miejscu, gdzie ich nie słychać! Silnik mruczy, odruchowo sięgam w kierunku panelu radia, ale ręka zatrzymuje się w pół drogi. To po to uwolniłem się od tych pacanów, żeby teraz zagłuszać własne myśli jakąś nawalanką puszczaną w Zetce czy w RMF-ie?
Ruszam. Opony piszczą na wyłożonych gumą posadzkach podziemnego parkingu wieżowca. Kiedy docieram do wyjazdu słońce na moment mnie oślepia. Jedno skrzyżowanie, rondo, drugie skrzyżowanie. Wjeżdżam w osiedle niewysokich szarych muranowskich bloków z których każdy stoi na porośniętej trawą górce.
Na szczęście mogę zaparkować prawie na wprost klatki schodowej. Wbiegam po schodkach i wciskam guzik domofonu. Moment później brzęczyk informuje mnie, że mogę wejść na górę. Niedawno odmalowana klatka schodowa wygląda teraz dużo lepiej niż za pierwszym razem kiedy tutaj byłem cztery miesiące temu. No, ale nie przyszedłem tutaj podziwiać kunszt malarski przedstawicieli klasy robotniczej. Przeskakując po dwa schodki wbiegam na drugie piętro. Drzwi już czekają uchylone.
Popycham je mocniej i widzę za nimi Monikę. W starannym makijażu, jasnoczerwonej francuskiej bieliźnie i szpilkach ozdobionych kryształkami Swarovskiego nijak nie wygląda na swoje 19 lat. Pachnie oszałamiająco kobieco. Buziaczek na powitanie, no… kilka buziaczków. Zdejmuję marynarkę i wieszam na wieszaku podanym przez dziewczynę.
Cztery miesiące wizyt robią swoje i rozumiemy się bez słów. Dziewczyna wie co lubię, jak lubię i kiedy lubię. Idzie więc do kuchni kręcąc zalotnie swoim ponętnym tyłeczkiem w pełni świadoma, że na nią patrzę. Ja w tym czasie zdejmuję buty, a przy okazji zostawiam w szkatułce przy lustrze kilka portretów Zygmunta Starego. Kiedy wraca rozpina mi koszulę i podaje szklankę z zimnym ananasowym sokiem. Drapie mnie po torsie.
— To co, chcesz wziąć szybciutki prysznic? — pyta też bardziej z nawyku.
Jakoś tak się utarło, że najpierw jest sok z ananasów a potem prysznic. Idziemy do łazienki; wieszak na spodnie i koszulę już czeka przygotowany. Monika pedantycznie wiesza moją garderobę. Coraz bardziej lubię ten jej pedantyzm i uporządkowanie. Wchodzę pod prysznic, a Monika przysiada sobie na krawędzi wanny i przygląda się jak krople chłodnej wody spływają po moim ciele. Trwa to zawsze kilka minut i prawie zawsze okazuje się, że kiedy ja się myję dziewczyna zaczyna się dotykać po swojej myszce. Tak jak dziś.
Kiedy odwracam się w jej stronę widzę, że trzyma rękę pomiędzy udami i pociera nią swój koralik. Uśmiecha się do mnie i z rozbawieniem sięga drugą ręką po duży puchaty ręcznik. Wstaje i pomaga mi się nim wytrzeć. Szczególnie starannie wyciera okolice mojego podbrzusza, które z zainteresowaniem reagują na tego typu czynności.
Monika przyklęka przede mną i prawą ręką już bez pośrednictwa ręcznika stara się zainteresować już i tak dostatecznie nią zainteresowaną moją męskość. Jej druga ręka w tym czasie myszkuje gdzieś pomiędzy swoimi udami. Robi przy tym taką niewinną minę jakby zaraz miała się zapytać: „no o co w ogóle chodzi, bo ja o niczym nic nie wiem?”. Ale Monika doskonale wszystko wie i pracowicie zajmuje się moim członkiem szybko przechodząc do etapu wylizywania. Jej języczek biega szybciutko po nabrzmiewających żyłach w których krew krąży w przyśpieszonym tempie.
W końcu wsuwa sobie raz po raz niemal w całości mojego członka do ust. Kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy myślałem, że w jej przypadku, z jej drobniutką buzią, to niemożliwe. Zakład z Moniką kosztował mnie właśnie ten jasnoczerwony komplecik francuskiej bielizny. Dziewczyna niemal z marszu pochłonęła mojego członka w swoich ustach – a za taki francuski seks, wiadomo, tylko francuska bielizna. Ale nie żałuję tej inwestycji. Raz, że dziewiętnastoletnie ciało Moniki w tym kompleciku wygląda niesamowicie seksownie, a dwa, że ten element wszedł na stałe do naszego repertuaru.
Dziewczyna oblizuje się łakomie i ciągnie mnie za rękę w kierunku sypialni. Ciepłe promienie słońca wpadają przez okna do pokoju. Ląduję na dużym łóżku. Monika zrzuca lśniące pantofelki i daje susa za mną. Przytula się i łasi drapiąc mój tors czerwonymi lakierowanymi paznokciami.
— Moja cipka jest cała mokra — szepcze mi do ucha.
— Muszę to koniecznie sprawdzić — wchodzę w rolę.
Leżę na wznak a dziewczyna klęka nade mną okrakiem tak, że jej najgorętsza część znajduje się tuż nad moją twarzą. Czuję jej miękki podniecający zapach. Odsuwam palcami delikatny koronkowy materiał i dotykam językiem jej gładkiej różowej skóry. Monika lekko przysiada i jej szparka wgniata się w moje usta. Czuję jej ociekającą miłosnymi sokami szparkę i wsuwam język do środka.
— Teraz już wierzysz?… — dobiega mnie gdzieś z góry przytłumiony głos dziewczyny, bo uszy mam przysłonięte jej gładkimi udami.
— Mmm… mmm… — próbuję coś powiedzieć, ale wydaję tylko nieartykułowane pomruki.
Dziewczyna jeszcze mocniej przysiada na mojej twarzy. Jest gorąca i mokra.
— Mmm… mmm… — mruczę i wbijam swój język coraz głębiej w jej otworek.
Monika przesuwa się teraz w różne strony i rozmazuje gorący śluz ze swojej dziurki na mojej twarzy. Zaczyna mi brakować trochę oddechu i tylko w krótkich chwilach kiedy jej cipka przesuwa się nieco dalej mogę zaczerpnąć powietrza. Ale mokra dziurka wraca błyskawicznie do moich ust i znów penetruję ją językiem.
— Mmm… — mruczę nawet już nie udając, że coś mówię.
— Mmm… — słyszę przytłumiony głos dziewczyny dolatujący z góry.
Dłonie kładę na pośladkach dziewczyny i staram się trochę regulować jej ruchy bo mam wrażenie, że zaraz mnie udusi swoją szparką. Nie pomaga. Dziewczyna jest gibka i silna, a ja mam jak zawsze wrażenie, że robi to specjalnie. Tak jak zawsze. Dopiero mój palec, który próbuje wśliznąć się w jej drugi otworek powoduje, że Monika na moment unosi się na kolanach i pozwala zaczerpnąć mi tchu.
— No i dokąd to się wybieramy?
— Mmm… mmm… — tylko tyle mogę jej odpowiedzieć.
— Nie wystarcza ci, że mam mokrą cipkę? — pyta.
— Mmm… mmm… — odmrukuję jej radośnie.
Jej druga dziurka jest jak zwykle sucha. Powoli staram się wsunąć w nią swój palec, co idzie bardzo opornie, bo Monika zaciska pośladki i przyciska mnie coraz bardziej swoją rozpaloną szparką. Nie poddaję się. Słyszę jak dziewczyna się śmieje cały czas tańcząc swoją pupcią na mojej twarzy.
Zrzucam ją z siebie. Monika śmiej się coraz bardziej.
— Co chcesz od mojej pupci? — pyta przez śmiech.
— Ty już to dobrze wiesz…
— O! Nie… — zaczyna się przekomarzać. — Nic z tego!
— Właśnie, że tak…
— Nie, nic z tego!
Cały czas taczamy się po pościeli, a ja usiłuję dosięgnąć do jej tyłeczka. Monika odskakuje co chwila.
— Najpierw zajmiesz się cycuszkami swojej niegrzecznej dziewczynki — zaczyna negocjacje. — Musisz się nimi dobrze zająć, to może później się zastanowię.
Jej kształtny biuścik wyskakuje ze staniczka, a Monika kładzie się na wznak i zachęcająco przeciąga. Zaczynam pieścić biust nastolatki językiem. Brązowe maleńkie sutki są twarde i nabrzmiałe. Dziewczyna wydaje z siebie serię kilku cichych westchnień.
— Podoba ci się? — pyta. Coś mi się wydaje, że tak.
— Mmm… bardziej podobałoby mi się coś zupełnie innego — odpowiadam.
— Ee!… ee!… — kręci głową Monika. — Nic z tego!
Ale obydwoje wiemy, że to tylko taka gra i że teraz moja ręka może bez przeszkód sięgnąć w tamtą stronę. Przesuwam się bliżej dziewczyny cały czas oblizując na przemian to jedną to drugą jej pierś. Monika jeszcze kilka razy się wymyka spod mojej dłoni, ale tym razem już bez specjalnego przekonania. Wsuwam najpierw palce do jej szparki, pieszcząc przy okazji koralik Moniki, a kiedy czuję, że są już wystarczająco mokre wyjmuje je i sięgam dalej. Tym razem wchodzą już z mniejszym oporem a dziewczyna rozluźnia pupę i wygina się tak, że mam do niej lepszy dostęp.
Monika bierze znów do ust mojego członka. Oblizuje go całego kilka razy i odwraca się do mnie tyłeczkiem wypinając go w górę. Staram się wejść w jej pupę, ale nadal jest to trudne więc Monika bierze go dłonią pomiędzy udami i wsuwa w swoją ociekającą sokami szparkę. Tam wsuwa się bez żadnego oporu. Po kilku ruchach dziewczyna znów chwyta go w dłoń i wprowadza go do wypiętej pupy. Teraz wsuwa się bez problemu w ten ciasny otworek, a Monika pomaga mi kręcąc swoim tyłeczkiem. Chwytam ją za piersi i słyszę jak zaczyna głośno pojękiwać.
Raz za razem cały mój członek znika w jej drugiej dziurce. Dziewczyna sięgając pomiędzy udami pieści na zmianę to moje jądra to swoją szparkę. Coraz szybciej i szybciej… szybciej i szybciej…
Czuję, że zbliżam się do wytrysku. Monika też to wyczuwa, po którymś pchnięciu z kolei sprawia, że mój członek wyskakuje z jej pupy, a dziewczyna błyskawicznie odwraca się na wznak. W ostatniej chwili. Tryskam na jej różowe piersi i nabrzmiałe brązowe sutki. Monika rozmazuje sobie po biuście moją spermę, a potem oblizuje palce. Uwielbiam, kiedy jest taka wyuzdana i perwersyjna i ma ten niewinny uśmieszek na czerwonych ustach umazanych moją białą spermą.
Dziewiętnastolatka wstaje, wkłada połyskujące w promieniach słońca wpadającymi przez okna kryształkami pantofelki na wysokich obcasach i idzie do kuchni. Słyszę jak krząta się za ścianą. Po kilku chwilach przynosi tacę z parującymi pysznościami. Stawia obok mnie i przysiada na podwiniętych nogach. Rozmawiamy leniwie; dziewczyna karmi mnie kolejnymi kęsami a ja przyglądam się zasychającym śladom naszych igraszek na jej seksownych piersiątkach podrygujących przy każdym ruchu. Kończymy lunch. Czuję się odprężony i spokojny.
Teraz obydwoje idziemy do łazienki. Kabina prysznicowa jest dla nas nieco za mała, ale Monika przytula się cały czas do mnie. Chłodna woda zmywa z nas pot i miłosne soki.
Po wyjściu z łazienki kładę się na brzuchu na kanapie a naga dziewczyna siad mi na udach i zaczyna głaskać po pupie i plechach. Czuję jej gorącą wydepilowaną szparkę na skórze ud. Głaskanie jest coraz bardziej intensywne. Przechodzi w regularny masaż ramion i pleców. Mruczę z zadowolenia.
Niestety czas mija szybko i ani się obejrzeliśmy nasz czas mija. Monika przynosi moje ubrania z łazienki, wkładam na siebie kolejne sztuki garderoby. Dziewczyna cały czas jest w samych szpilkach. Lubię na nią patrzeć i ona doskonale o tym wie. Odprowadza mnie do przedsionka, wkładam buty i marynarkę, biorę teczkę… Monika poprawia mi krawat. Ostatni buziaczek na pożegnanie… obejmuję ją i przyciskam do siebie. Całujemy się…
Kiedy mam już wychodzić dziewczyna zatrzymuje mnie w drzwiach, sięga dłonią pomiędzy swoje uda i wsuwa sobie palec do środka. Potem podaje mi go do oblizania z delikatnym uśmiechem na niewinnej buzi. Wychodzę i słyszę jak zamykają się za mną drzwi.
W samochodzie jest trochę za gorąco, ale to tylko trzy przecznice. Po chwili znów jestem w chłodnym wnętrzu podziemnego parkingu wieżowca. Znów opony piszczą na gumowych podjazdach. Trzask zamykanych drzwi auta. Echo kroków odbija się od szarych ścian z gładkiego betonu. Na windę tym razem muszę czekać bardzo długo, ale jestem spokojny i odprężony. Sam wjeżdżam na dziewiętnaste piętro biurowca. Spoglądam na zegarek. Czternasta dwadzieścia dziewięć.
Na ustach cały czas czuję słodki smak jej mokrej dziurki.
Opowiadanie zainspirowane artykułem Seks na lunch, którego autorem jest Karolina Filiks zamieszczonym w tygodniku Wprost.