Opowiadania erotyczne

W nocnym autobusie było już tylko kilkanaście osób. Na każdym przystanku po kilka ubywało, nikt nie wsiadał. Siąpił drobniutki deszczyk. Jeszcze tylko pięć takich postojów i będę mógł wysiąść i pójść do domu. W pewnym momencie dziewczyna drzemiąca na fotelu przede mną budzi się kiedy autobus podskakuje na jakiejś dziurze w jezdni. Rozgląda się zdezorientowana dookoła. Nasz wzrok się spotyka.

— Co to za przystanek? To nie Kabaty? — pyta półprzytomnie.

— Zaraz będzie Bukowińska. Jesteśmy na Zaciszu…

— O cholera. To nie w tę stronę… Jesteśmy na Zaciszu? — pyta jeszcze raz.

— Tak. Prawie na pętli — odpowiadam jej.

Jest bardzo młoda, ma długie proste włosy opadające jej na twarz i ramiona. Szczupła. Bardzo szczupła i bardzo dziewczęca. Spogląda na mały zegarek na swoim przegubie.

— Cholera jasna. Trzecia za piętnaście… — mówi jakby sama do siebie. — Co ile jeżdżą tutaj nocne? — zadaje mi kolejne pytanie.

— Co czterdzieści pięć minut…

Dziewczyna zamyśla się jakby liczyła kolejne minuty do odjazdu autobusu w kierunku drugiego końca Warszawy.

— Przepraszam… może to zabrzmi dziwnie… — stara się nie patrzeć na mnie kiedy to mówi. Spogląda gdzieś na bok. W mrok. Autobus zatrzymuje się na kolejnym przystanku. Wysiada kolejnych kilka osób rozkładając parasole. Patrzę na nią.

— Może nie powinnam się narzucać, ale… czy… nie przenocowałbyś mnie? — pyta, a ja jestem kompletnie zaskoczony. Nie spodziewałem się po niej tego.

— Nie… przepraszam. Nie powinnam nawet pytać. Po prostu nie chcę czekać najpierw prawie godziny na następny autobus, a potem jechać do domu kolejne półtorej. — Nie patrzy na mnie trochę zawstydzona, a trochę zaspana. — No, nic… będę musiała zaczekać… Nic się chyba nie stanie… Mieszkasz tu gdzieś?

— Tak. Koło pętli — odpowiadam automatycznie. — Nie znamy się przecież. Nie boisz się… że mogę ci coś… zrobić?

— Nie — uśmiecha się. — Chyba już nic gorszego dziś mnie nie spotka. A tobie dobrze patrzy z oczu. — Autobus po raz kolejny zatrzymuje się na przystanku. Jeszcze jeden i będziemy na pętli.

— Nie powinnaś tak ufać ludziom. To trochę… niebezpieczne — przełykam ślinę.

— jeżeli nie możesz mnie przenocować, to się nie przejmuj. Zaczeka ma następny autobus — odwraca głowę powrotem w kierunku jazdy.

Chwila milczenia. Autobus podjeżdża na następny przystanek. Tym razem ostatni już przed pętlą. Pozostali pasażerowie wysiadają i zostajemy sami w pojeździe. Nie wiem, co mam jej odpowiedzieć.

— Dobrze. Możesz u mnie zostać do rana — mówię do niej.

— Dziękuję. Wiedziałam, że mnie tutaj nie zostawisz — uśmiecha się lekko.

Jesteśmy prawie na pętli autobusowej. Ikarus zawija na zakręcie i wjeżdża ze zgrzytem pod przystanek. Oboje podnosimy się z foteli i idziemy w stronę otwartych drzwi. Patrzę na nią z tyłu; jest bardzo szczupła i sporo niższa ode mnie. Ma nie więcej niż metr pięćdziesiąt. Ubrana jest w białą zapinaną na guziki koszulkę z krótkim rękawem i plisowaną spódniczkę do kolan, a na nogach ma czarne pantofelki. Schodzi na trotuar, a ja wychodzę za nią. Deszcz zaczyna padać coraz bardziej.

— Jak masz na imię?

— Karolina, ale wszyscy mówią na mnie Kalka. A ty?

— Tomek.

— To daleko stąd?

— Nie… chodź — prowadzę ją pomiędzy kałużami. Cały czas pada i jej włosy szybko nasiąkają wodą. — Przepraszam. Nie mam ze sobą parasola — tłumaczę się.

— Nie szkodzi. Nie jestem z cukru – znów się uśmiecha.

— Mam nadzieję, że się nie przeziębisz.

— Jeżeli zrobisz mi gorącej herbaty to nie. Sam mieszkasz?

— Wynajmujemy mieszkanie razem z dwiema koleżankami. Jeszcze z liceum.

— Chyba nie będą miały nic przeciwko temu?

— Nie ma ich. Pojechały na weekend do domu — odpowiadam. — To tutaj. — Otwieram furtkę i przepuszczam ją przed sobą. Deszcz cały czas pada. Jest cała przemoknięta. Ja zresztą też. Wchodzimy po schodach i otwieram kluczem drzwi. Wpuszczam ją przed sobą zapalając światło w przedpokoju.

— Tu jest łazienka — wskazuje jej. — Na pralce są ręczniki. Wytrzyj się, bo cała przemokłaś — dziewczyna zdejmuje pantofle i boso wchodzi do łazienki. — Zrobię obiecaną herbatę. Nikt się o ciebie nie będzie martwił? Może chcesz gdzieś zadzwonić?

— Nie. Nie trzeba – dziewczyna odkrzykuje z łazienki. — Nikt na mnie nie czeka.

— Ubrania powieś na suszarce nad wanną. Zaraz przyniosę ci coś suchego.

Wchodzę do kuchni i nastawiam elektryczny czajnik. Do dwóch dużych filiżanek wkładam po torebce herbaty. Po chwili woda zaczyna wrzeć. Zalewam wrzątkiem.

— Ile słodzisz? — krzyczę w stronę łazienki.

— Wsyp dwie — słyszę jak odkręca wodę.

Idę do pokoju dziewczyn i biorę szlafrok Patrycji, mojej współlokatorki. Wracam z nim do przedpokoju. Drzwi do łazienki są otwarte.

— Mam szlafrok. Wystaw rękę to ci go podam.

— Wejdź…

Otwieram szerzej drzwi. Dziewczyna stoi nago na środku łazienki i wyciera ręcznikiem głowę. Z każdym ruchem jej maleńkie piersi podskakują w górę i w dół. Jest jeszcze drobniejsza niż przypuszczałem. I dokładnie wydepilowana pomiędzy nogami.

— Przepraszam… — cofam się do przedpokoju.

— Nie. Zaczekaj… — Karolina zatrzymuje mnie w łazience. — Sama przecież cię zaprosiłam.

— Wiesz… to trochę krępujące. Dopiero co się poznaliśmy…

— Też powinieneś się wytrzeć. Jesteś cały mokry — dopiero teraz zauważyłem, że woda skapuje z mojego ubrania. Ona stoi cały czas i wyciera głowę. Staram się nie patrzeć na nią, ale wzrok sam wędruje w jej kierunku.

— Może mogłabym wziąć kąpiel. Obiecuje nie zużyć dużo wody — przerywa chwilę nieco krępującego milczenia.

— Nie ma sprawy. Możesz zużyć ile chcesz, mamy wliczoną w czynsz… — odpowiadam i widzę jak Karolina odwraca się do mnie tyłem i odkręca kurek przy wannie.

Zdejmuję koszulę i nie wiem jak powinienem się zachować. Czuję, że mój członek jest wyprężony i gotowy. Nie wiem jak zareaguje na to nieznajoma. Karolina odkręca drugi kurek z zimną wodą i stara się wyregulować temperaturę. Po chwili cały czas tyłem do mnie wchodzi jedną nogą do wanny i siada okrakiem na jej brzegu. Rozgląda się po krawędzi na której stoi rzędem kilkanaście różnych butelek z szamponami, płynami do kąpieli i innymi specyfikami, których używają moje współlokatorki. Sięga po jedną z butelek.

— Mogę? — pyta.

— Pewnie — odpowiadam.

— Chcesz się przyłączyć? Nie chcę, żebyś przeze mnie się przeziębił.

— A ty chcesz?

— Co za głupie pytanie… przecież gdybym nie chciała, to bym ci nie proponowała.

— No… dobrze — Karolina cały czas tyłem do mnie odkręca jedną z butelek i wlewa nieco płynu do wanny. Po łazience rozchodzi się miły zapach wanilii i cynamonu.

— Zaczekaj moment… — idę do kuchni i wyciągam z szafki małą tackę. Stawiam na niej filiżanki z herbatą. Przypominam sobie, że gdzieś tutaj stały jeszcze ciastka. Po chwili odnajduje je i wysypuje kilkanaście na spodeczek. Niosę to wszystko do łazienki i stawiam na taborecie obok wanny w której już leży Karolina. Ma półprzymknięte oczy i nie patrzy na mnie. Jest cała zanurzona w pokrytej pianą wodzie. Zdejmuje spodnie i slipy. Mój członek cały czas się pręży, jest mi trochę niezręcznie z tego powodu. W duchu trochę się z tego cieszę, że nie patrzy. Podchodzę do wanny.

— Wpuścisz mnie? — pytam. Wanna jest niezbyt duża, trochę za mała dla dwóch osób. Z moim wzrostem metr osiemdziesiąt dwa ledwo sam się w niej mieszczę. Karolina nie otwierając oczu podnosi się do góry i podkurcza pod siebie nogi. Jej piersi wychylają się ponad powierzchnię piany.

Wchodzę do wody i staram się zajmować jak najmniej miejsca, ale to niemożliwe. Wanna jest zbyt mała. Ocieram się swoimi nogami o uda dziewczyny. Woda jest sympatycznie ciepła i po chwili ogarnia mnie błogi stan odprężenia.

— Przyniosłem herbatę i ciastka. Może masz ochotę? — pytam.

— Bardzo chętnie…— dziewczyna wychyla się z wanny jeszcze bardziej i bierze w dłoń gorącą filiżankę z herbatą. Patrzy na mnie nadal spod półprzymkniętych powiek.

— Ty swojej nie pijesz?

Teraz ja się wychylam. Mam dalej i żeby sięgnąć po filiżankę muszę podnieść się dużo bardziej niż ona. Mój sterczący członek wyskakuje ponad pianę. Wiem, że na niego patrzy, ale staram się o tym nie myśleć. Biorę herbatę i wracam do wody.

— Pochlebiasz mi — mówi.

— Nie bardzo rozumiem… — spoglądam na nią nieco zdziwiony. Nie tego się spodziewałem.

— Nie myślałam, że mogę być dla kogoś tak podniecająca — mówi patrząc cały czas na mnie.

— Przepraszam… to trochę… nie zależy ode mnie… — plączę się odpowiadając.

— Nie masz za co przepraszać. Po prostu nie wiedziałam, że mogę cię tym aż tak podniecić.

— A co sobie myślałaś? Wcale się nie znamy, przychodzisz tutaj, rozbierasz się do naga i chcesz się ze mną kąpać. Święty by się podniecił… — odpowiadam jej trochę może zbyt ostro.

— Po prostu wydawaÅ‚o mi siÄ™, że jestem maÅ‚o kobieca. Nie mam prawie piersi… No wiesz?… — teraz ona trochÄ™ jakby zawstydzona swojÄ… szczeroÅ›ciÄ… zaczyna siÄ™ plÄ…tać.

— Jesteś bardzo kobieca — próbuję ją jakoś pocieszyć.

— Dziękuję… Jeżeli nie masz ochoty tutaj ze mną siedzieć wcale nie musisz. Wyjdę stąd, albo… — przerywa.

— Nie, nie… zostań…

Zapada milczenie. Oboje pijemy herbatÄ™ ukradkowo spoglÄ…dajÄ…c na siebie.

— Masz ochotę na ciastko? — próbuję przerwać jakoś ciszę.

— Tak. Chętnie… — Karolina sięga ręką w kierunku tacy stojącej na taborecie. Jej drobne piersi znów wyskakują w górę. Naprawdę są bardzo seksowne. Gryzie ciastko.

— Przepraszam, może ty masz też ochotę. Powinnam była ci podać. Przepraszam — wyciąga rękę z nadgryzionym ciastkiem w moim kierunku i zaraz ją cofa. Ale ja jestem szybszy. Wyjmuję jej nadgryzione ciastko z palców i gryzę. Zaczynamy się oboje śmiać. Już patrzymy na siebie otwarcie i bez skrępowania. Lody zostały przełamane.

Oddaje jej nadgryzione ciastko. Ona odgryza kawałek i mi oddaje resztę. Zaczynamy się znów śmiać. Omal nie rozlewamy herbaty. Znów się śmiejemy. Po łazience rozchodzi się cynamonowo-waniliowy zapach płynu do kąpieli. Atmosfera robi się serdeczna. Pijemy herbatę. Karolina sięga po kolejne ciastko, gryzie kawałek i oddaje mi. Cieszymy się chwilą. Zjadamy tak chyba jeszcze z pięć czy sześć ciastek popijając herbatą i śmiejąc się na przemian.

Po kilkunastu minutach takiego siedzenia w ciasnej wannie robi mi się nieco niewygodnie. Zaczynam się trochę wiercić.

— Wyprostuj nogi — proponuje Karolina zauważając moje usiłowania, by przyjąć bardziej wygodną pozycję.

Podnoszę się nieco i wyjmuję spod siebie nogi kładąc te po obu stronach dziewczyny. Ona prostuje swoje i jej stopy leżą teraz pomiędzy moimi udami. Znów się śmiejemy.

— Skąd jesteś? Mówiłeś, że wynajmujesz to mieszkanie z jakimiś koleżankami?

— Z takiej małej miejscowości na Lubelszczyźnie. Tak, z Patrycją i Anką, moimi współlokatorkami, wynajmujemy to mieszkanie…

— Studiujesz?

— Tak. Politologię. A ty co robisz…

— Chodzę jeszcze do liceum… Tylko nie pytaj do której klasy! — znów się śmiejemy. Nie pytam.

Karolina bierze na dłoń nieco piany i zdmuchuje ją w moim kierunku. Próbuje ją ochlapać. To trudne, bo cały czas mamy w dłoniach niedopitą herbatę i staramy się jej nie rozlać. Stopy Karoliny przy każdym jej ruchu łaskoczą mnie w uda.

Po każdym takim wybuchu śmiechu dziewczyna zanurza się nieco bardziej. Jej stópki są coraz bliżej mojego nabrzmiałego członka, który nieprzerwanie pręży się pod wodą. W końcu musi do tego dojść. Jej malutkie palce u stóp opierają się o mojego członka. Przez moment w milczeniu patrzymy sobie w oczy, by po chwili wybuchnąć perlistym śmiechem. To powoduje, że Karolina osuwa się jeszcze niżej i teraz całe jej stopy oparte są o mojego członka. Znów się śmiejemy.

— Dalej już nie pojadę — mówi.

— Chyba nie — odpowiadam chyba dość głupio i czuję jak jej palce u stóp zaczynają delikatnie masować mojego kutasa. Stopy Karoliny są drobniutkie, mniejsze nawet niż mój członek. Robi mi się przyjemnie. Karolina patrzy mi prosto w oczy uśmiechając się. Sięgam w jej stronę wolną ręką w której nie trzymam filiżanki. Odwzajemnia ten gest swoją drobniutką rączką i nasze dłonie się splatają. Nie przerywając pieszczot Karolina odstawia swoją filiżankę na tacę.

— Daj — wyciąga w moją stronę ręką. Posłusznie oddaję jej swoją filiżankę. Również ją odstawia na taboret przy wannie. Przysuwa się w moją stronę uginając kolana i bierze moją drugą rękę w swoją dłoń. Nachylamy się do siebie. Dziewczyna cały czas delikatnie porusza palcami swoich stóp po moim kutasie. Całuję ją w usta. Trwa to co najmniej kilka minut.

— Woda zaczyna stygnąć — mówi po chwili.

Wstaje i bierze ręcznik. Nie wychodząc z wanny zaczyna się wycierać. Na wodzie nie ma już prawie wcale piany. Patrzę na nią. Na jej drobne ciało, maleńkie sterczące piersi i drobniutki tyłeczek. Po chwili stawia jedną nogę na krawędzi wanny i zaczyna ją wycierać. Widzę jej wydepilowany wzgórek łonowy i różowy rowek z którego wystają pofałdowane wargi sromowe. Karolina wychodzi całkiem z wanny i wyciera drugą nogę. Wstaję i również zaczynam się wycierać. Mój członek pręży się w całej okazałości przede mną. Wychodzę z wanny. Stoimy tak przez moment patrząc na siebie i się wycierając. Po chwili ona dotyka dłonią mojego członka i przesuwa kilka razy po nim palcami.

— Chodź — mówię do niej i wyciągam rękę w jej kierunku.

— Zaczekaj chwileczkę…

Karolina podchodzi do klozetu i podnosi klapę. Staje okrakiem nad muszlą i zaczyna sikać. Cały czas patrzy na mnie. Nie mogę oderwać wzroku od spływającego spomiędzy jej ud strumienia. Kiedy kończy wyciera ostatnie kropelki moczu miękkim papierem toaletowym. Spuszcza wodę.

— Teraz już jestem gotowa. Chciałem, żebyś na to popatrzył…

— Zawsze jesteś taka… perwersyjna?

— Tylko czasami. Z reguły jestem bardziej — uśmiecha się.

Prowadzę ją za rękę do mojej sypialni. Jest dużo niższa ode mnie więc, żebyśmy mogli się całować wchodzi na łóżko. Przytulamy się do siebie i obsypujemy pocałunkami. Moje ręce przesuwają się po jej drobnych plecach i zsuwają się na jej zgrabniutki tyłeczek. Czuję jak pod moim dotykiem Karolina wypręża go. Głaszczę ją po obu pośladkach cały czas całując dziewczynę. Po chwili ona zsuwa się niżej. Siada przede mną na łóżku tak, że mój członek jest na wysokości jej twarzy. Bierze go do swoich ust. Wydaje mi się, że jest zbyt duży by zmieścił się w jej buzi, jednak ona jakimś cudem wsuwa go sobie niemal do gardła. Czuję jej język penetrujący każdy zakamarek mojego penisa i wsuwający się pod skórkę. Jej ciepłe usta cały czas przesuwają się nieco w górę i w dół. Kładę swoje dłonie na jej mokrych włosach i głaszczę dziewczynę po nich. Karolina cicho mruczy cały czas ssąc mojego nabrzmiałego członka.

Kładziemy się w pościeli.

— Nie… nie tutaj! — słyszę jej protest.

— Coś nie tak? Za wcześnie? — pytam.

— Nie.. nie o to chodzi… Bo widzisz… jakby ci to powiedzieć… Ja jestem jeszcze dziewicą… — wysapuje.

— Przepraszam, nie wiedziałem. Jeżeli nie chcesz to nie musimy tego robić — jestem trochę zaskoczony tym oświadczeniem. Wcale się tego nie spodziewałem.

— Och! Chcę, ale nie w ten sposób. Chciałabym na razie zachować cnotę. Ale to wcale nie znaczy, że nie możemy się kochać…
Karolina przeturlała się na plecy i podniosła wysoko nogi. Sięgnęła dłonią pomiędzy swoje uda i wsunęła dwa palce w swój odbyt.

— Wejdź tutaj… — powiedziała rozsuwając palce tak, że zobaczyłem wnętrze jej drugiej dziurki.

Dziewczyna zadarła swoje nogi jeszcze wyżej. Położyłem się na niej i wsunąłem członek do jej odbytu. Wszedł zaskakująco łatwo… czuję jak dziewczyna zaczyna się na nim zaciskać. Oplata moje biodra swoimi udami i poddaje się posuwistemu rytmowi kolejnych pchnięć pojękując przy tym cichutko z ustami tuż przy moim uchu.

Ręką dotykam jej wzgórek wyczuwając wilgotny nabrzmiały koralik. Po kilku chwilach czuję jak przez ciało Karoliny przebiegają kolejne dreszcze; dziewczyna zaciska się na mnie raz po raz. Drży cała… potem jeszcze i jeszcze raz.

Kończę w jej gorącym wnętrzu. Uśmiecha się do mnie przymykając oczy. Wtula się we mnie. Zasypiamy…

Comments
Alicja Said:

Åšwietne opowiadanie! Brawo! Bardzo mi siÄ™ podobaÅ‚o… czekam na nastÄ™pne!


Jaga69 Said:

Aż chce siÄ™ czytać dalej…


Leave a Reply

Get Updates Via E-Mail!

Advertisment

Archives

Blogrolls