Urodzinowa impreza dobiegała powoli końca. Całe towarzystwo zamroczone alkoholem pokładało się po kanapach, fotelach lub wprost na dywanie albo porozłaziło się parami po różnych zakamarkach domu solenizantki. W salonie panował półmrok. Patrzyłem na ten cały rozgardiasz spod półprzymkniętych oczu i zastanawiając się gdzie podziała się moja kurtka obserwowałem, jak Piotrek z „drugiej ce” obmacuje jakąś dziewczynę. Nie dałbym sobie głowy uciąć, czy rzeczona dziewczyna przypadkiem akurat nie spała… Piotrek za to chyba bawił się nieźle.
Kurtki jakoś nie mogłem wypatrzeć w zasięgu wzroku – eee… ciepło jest, mogę wrócić do domu bez niej. Kiedyś się znajdzie… Pogrążony w tego typu nieco pijackich rozmyślaniach już miałem się zbierać do wyjścia, kiedy zauważyłem przedzierającą się obok Beatę. Początkowo nie zwróciłem na nią uwagi. Ot, nic szczególnego… Beata uchodziła za najbrzydszą dziewczynę w naszej klasie. Jeśli nie najbrzydszą w całej szkole. Była niska a przy tym miała o co najmniej kilkanaście kilogramów za dużo, pucułowatą twarz z kilkunastoma nieładnymi pryszczami, które desperacko starała się ukryć pod makijażem i mysio-rudawe włosy.
Dziewczyna szła ewidentnie w moją stronę. W długiej spódnicy pod którą ukrywała klocowate nogi i workowatym swetrze wyglądała jak typowa oazówka. Moje myśli przez chwilę poszybowały w kierunku pytania, czy oazówki bywają na tego typu mocno zakrapianych osiemnastkach. Ale nie dane mi było podumać nad tą myślą. Beata dosiadła się na poręcz mojego fotela na którym do tej pory sam się rozkładałem.
— Chcesz mnie przelecieć? — w pierwszej chwili nie zrozumiałem tego, co powiedziała.
Popatrzyłem na nią chyba bardzo nieprzytomnym wzrokiem, bo powtórzyła pytanie.
— Pytałam, czy chcesz mnie przelecieć… — patrzyła mi prosto w oczy.
— Eee… — moja odpowiedź nie była zbyt elokwentna.
— Tak albo nie — powiedziała lekko się uśmiechając. — To chyba proste pytanie?
Pytanie może i proste, ale odpowiedź na nie już do prostych nie należała. Właściwie co jej miałem powiedzieć? Podobno nie ma brzydkich kobiet – tylko alkoholu czasami jest za mało. Czy wystarczająco dużo wypiłem, żeby przelecieć Beatę? Cały czas patrzyła na mnie wyczekująco, a ja musiałem mieć niezbyt mądrą minę. Czy wypiłem wystarczająco dużo, żeby pójść z nią do łóżka? Czy gdzie tam chciała to zrobić…
— Eee… — nadal nie wiedziałem co powiedzieć. — Noo… tak — wydusiłem w końcu z siebie.
Chyba nie do końca przemyślałem swoją odpowiedź. Popatrzyłem na jej duże piersi ukrywające się pod grubym swetrem. Może nie będzie tak źle. Kątem oka zauważyłem, że Piotrek cały czas zajęty był obmacywaniem śpiącej panienki i nie zwracając uwagi na otoczenie dobierał się do suwaka jej dżinsów. Otoczenie drzemało za nic mając dość głośne dźwięki muzyki. Raz kozie śmierć.
— Właściwa odpowiedź. Wstawaj — podniosła się z poręczy fotela i pociągnęła mnie za rękę.
Też się podniosłem i dałem się jej pociągnąć po schodach na piętro. Idąc za nią patrzyłem na jej sporych rozmiarów tyłek, który miałem przed oczami. Cały czas powtarzałem sobie w myślach, że jakoś to będzie i że nikt nie musi się dowiedzieć. Nikt nie musi się dowiedzieć… Weszliśmy do łazienki. Popchnęła mnie nieco tak, że usiadłem na krawędzi wanny. Zaczęła mnie całować. Namiętnie, głęboko, z języczkiem… jej ciepłe ciało przylgnęło do mnie. Była dużo niższa ode mnie. Dopiero gdy siedziałem na krawędzi wanny jej twarz miałem na wysokości wzroku. Objęliśmy się w gorącym pocałunku. Trwało to kilka minut, może nawet dłużej…
Miała miękkie puszyste ciało. Gorące i pachnące czymś nieokreślonym, trudno uchwytnym, ale doskonale wyczuwalnym. Nie przestawała mnie całować, ale nieco się ode mnie odsunęła. Jej ręce powędrowały do kołnierza koszuli. Guzik po guziku schodziła coraz niżej. Kiedy dotarła do ostatniego jej ciepłe ręce wsunęły się pod materiał i objęły mnie na chwilę. Cały czas się całowaliśmy… uświadomiłem sobie, że właściwie to nigdy dotąd się tak namiętnie nie całowałem z żadną dziewczyną. W Beacie był jakiś dziki pierwotny ogień…
Poczułem jej paznokcie na plecach. Trwało to tylko przez moment, ale wzdłuż kręgosłupa przeszedł mnie dziwny dreszcz. A potem kolejny… i jeszcze jeden. Beata przerwała na moment pocałunki. Zdjęła przez głowę swój workowaty sweter i stała przede mną z uśmiechem na ustach i filuternym spojrzeniem. Czarny koronkowy stanik opinał jej duże jędrne piersi.
— Chcesz zobaczyć więcej? — zapytała.
Skinąłem głową.
— Rozepnij — powiedziała i odwróciła się do mnie plecami.
Stanęła do mnie tyłem. Zapinka biustonosza szybko ustąpiła pod palcami. Beata przylgnęła do mnie wsuwając swój tyłeczek pomiędzy moje uda. Spojrzała na mnie przez ramię i znów zaczęliśmy się całować. Nasze języki znów się spotkały. Moje dłonie zaraz zawędrowały na jej piersi. Pod palcami czułem nabrzmiałe sutki Beaty. Zacząłem się nimi delikatnie bawić.
Czując jej tyłeczek pomiędzy udami zauważyłem, że mój organizm też zaczął reagować. Beata musiała też to wyczuć, bo zaczęła się ocierać o mnie – raz w górę – raz w dół. Nie przerywając soczystych i namiętnych pocałunków przez prawe ramię. A mi coraz bardziej się to wszystko podobało…
Właściwie to zupełnie przestałem myśleć o tym, że dziewczyna jest otyła, ma nieładną buzię, grube nogi i brzydki kolor włosów. Za to coraz intensywniej myślałem o jej twardych sterczących sutkach i namiętnych soczystych ustach, które cały czas wwiercały się w moje. Podobało mi się to coraz bardziej…
Beata nagle jednak przerwała i odwróciła się do mnie przodem stając krok ode mnie. Poczułem się zawiedziony i niezadowolony z tego, że przestała. Rozmyśliła się? Jakoś dziwnie się czułem z myślą, że to koniec. Czy naprawdę byłem rozczarowany tym, że przestałem się całować z najbrzydszą dziewczyną w szkole? Hmm…
— Podobało się? — zapytała patrząc mi prosto w oczy. Nie mogłem oderwać wzroku od jej wielkich piersi i ciemnych sterczących sutków.
— Tak… — odpowiedziałem.
— A chcesz więcej? — kolejne pytanie Beaty.
— Pewnie, że chcę… — niecierpliwiłem się. — Głupie pytanie… — czy naprawdę powiedziałem, że chcę się jeszcze całować z najbrzydszą licealistką jaką znam. Byłem coraz bardziej zdziwiony tym całą sytuacją, coraz bardziej podniecony i coraz bardziej zniecierpliwiony.
— No, to zobaczmy co tutaj mamy… — mówiąc to Beata uklękła pomiędzy moimi udami.
Więc jednak to nie wszystko, będzie jeszcze coś więcej. Dziewczyna rozpięła pasek od spodni, potem odpięła guzik dżinsów i rozsunęła suwak. Pogłaskała palcami po materiale slipów, które mocno napięte uwidaczniały zawartość. Zawartość aż podskakiwała na myśl o dalszym ciągu. Poczułem, że nie pamiętam już, żebym kiedykolwiek był aż tak podniecony. Co właściwie się stało? Całowałem się z otyłą dziewczyną i obmacywałem jej wielkie piersi. No i co w tym nadzwyczajnego? To dlaczego jestem taki podniecony?
Beata zsunęła slipy z mojej nabrzmiałej męskości, która natychmiast odskoczyła w jej stronę. Patrzyła się na naprężonego członka, a potem spojrzała w górę na mnie.
— Może być — szepnęła.
Jak to może być? Co to za selekcja? Nic nie zdążyłem nawet powiedzieć, bo poczułem jej język oblizujący spodnią stronę mojego członka. Delikatnie ale stanowczo, powoli i dokładnie… natychmiast zapomniałem o wszystkim innym. To było niesamowite czuć jej gorący język… tylko jak mam określić to, kiedy wzięła go całego do ust? Superniesamowite? Hiperniesamowite?…
Nawet nie mam pojęcia jak to nazwać. Beata była niesamowita. Cały czas czułem na sobie jej soczyste wargi i język, którym pracowicie oblizywała czubek mojego członka. Byłem coraz bliższy eksplozji. Dziewczyna to wyczuła i trochę zwolniła trzymając mnie na granicy orgazmu. Maksymalnie podniecony wsunąłem dłonie w jej włosy i zacząłem je mierzwić. Beata dostosowywała cały czas tempo swoich ruchów do mnie.
Całkowicie straciłem poczucie czasu. Nie mam najmniejszego pojęcia ile to trwało. Pięć minut? Dziesięć? Kwadrans? Pół godziny? Przez cały ten czas jej język pracowicie obrabiał mojego członka ani na moment nie przestając, ale nie pozwalając mi też wytrysnąć w usta dziewczyny. Raz szybciej – raz wolniej… cały czas na wąskiej granicy spełnienia.
Nie mogąc tego wytrzymać pociągnąłem Beatę za włosy w moją stronę. Cały mój członek znalazł się w jej ustach, ale nie wytrysnąłem. Dziewczyna odsunęła się ode mnie. Jeszcze przez chwilę pieściła mnie ustami, ale zaraz wstała i przytuliła się do mnie. Poczułem się trochę, jakbym coś zepsuł…
— I jak? Podobało ci się? — szepnęła mi do ucha.
— Jesteś niesamowita… naprawdę niesamowita… cudowna… — szeptałem jej do ucha nie mogąc przestać i cały czas myśląc o jej ustach i języku.
— Przyjdź do mnie do domu. Pojutrze o szesnastej trzydzieści — usłyszałem jej szept. — Tylko się nie spóźnij!
— Chcesz mnie tak zostawić? — byłem zdruzgotany.
— Przyjdź pojutrze — odpowiedziała i zaczęła znów mnie całować.
Nasze języki znów się na moment spotkały. Ale trwało to tylko krótką chwilę. Beata odwróciła się do mnie, podniosła z ziemi biustonosz i błyskawicznie go założyła. Jeszcze szybciej założyła sweter. Potem znów mnie pocałowała biorąc moją rękę i dotykając nią swojej piersi. Przez gruby wełniany sweter nadal wyczuwałem jej sterczący sutek.
— Przyjdź — powiedziała jeszcze tym razem nieco ciszej.
Wyszła i zamknęła za sobą drzwi łazienki. Czułem się dziwnie. Co ja właściwie robiłem tutaj z Beatą? Z Beatą! Najbrzydszą dziewczyną w całej szkole! Najbrzydszą nastolatką jaką znałem! Najbardziej podniecającą, najbardziej seksowną, gorącą, namiętną laską jaką widziałem…
Siedziałem na brzegu wanny wpatrzony w drzwi za którymi przed chwilą zniknęła najbrzydsza dziewczyna w całej klasie. Największy i najgrubszy pasztet w szkole. Najseksowniejszy pasztecik na świecie… mój członek nadal prężył się w całej okazałości. Jeszcze dotąd żadna dziewczyna nie doprowadziła mnie aż do takiego podniecenia!
Zacząłem się masturbować cały czas myśląc o niej. O niej! O NIEJ! Doszedłem po kilkunastu ruchach. Co ja wyprawiam! Masturbuje się myśląc o Beacie?
Wytarłem się dokładnie, zapiąłem spodnie i koszulę a potem umyłem ręce pod kranem. Wytarłem je w ręcznik. Potem jeszcze raz odkręciłem wodę. Tym razem zimną. Zacząłem polewać nią swoja twarz. To mnie trochę otrzeźwiło. Dobra, nie dajmy się zwariować… No i co z tego. Jestem pijany, po alkoholu każda dziewczyna jest śliczna jak róża. Jak cały pęczek róż. Co ja chrzanie? Jaki pęczek róż?
Jeszcze nigdy w całym moim życiu żadna dziewczyna mnie tak nie podnieciła jak Beata. Gruba Beata z klocowatymi nogami, kartoflowatym nosem i rudawymi włosami. Największy pasztet w całej szkole! No i co ja mam zrobić? Co ona w końcu mówiła? Że mam przyjść do niej pojutrze o szesnastej trzydzieści? W życiu nigdzie nie pójdę…
Wyszedłem z łazienki i zszedłem po schodach do salonu. Niewiele się tam zmieniło. Muzyka cały czas grała, towarzystwo leżało w pijackim śnie wokoło, Piotrek też spał z ręką w majtkach nieznajomej dziewczyny i z głową na jej piersiach. A ja nie mogłem przestać myśleć o Beacie? Gdzie ona jest? Gdzie jest Beata?
Stwierdziłem, że jestem całkowicie trzeźwy. Rozejrzałem się jeszcze raz po salonie. Moja kurtka leżała obok fotela na którym siedziałem zanim przyszła Beata. Zanim przyszła Beata? Czy to się naprawdę wydarzyło? Jednak… naprawdę masturbowałem się przed chwilą tam na górze w tej łazience myśląc o niej… o Beacie… najbrzydszej dziewczynie chodzącej do naszej klasy! I miałem największą erekcję w życiu!
Złapałem kurtkę i wybiegłem z domu. Dobiegłem do furtki i rozejrzałem się w obie strony. Czy ja naprawdę rozglądam się z nadzieją, że ją zobaczę? Chyba zwariowałem!
Kolejne dwa dni to w moim życiu wieczność, którą tylko cudem udało mi się jakoś przetrzymać. Cały czas obiecywałem sobie na przemian, że nigdzie nie pójdę i cały czas sam nie wierzyłem we własne przyrzeczenia. Niedzielę przesiedziałem przed telewizorem starając się nie myśleć o niczym, ale i tak myślałem tylko o niej. Tylko o Beacie…
W poniedziałek było dużo gorzej. Żeby zdążyć do szkoły na ósmą normalnie wstaję o siódmej. W poniedziałek o piątej już nie spałem od godziny, o szóstej byłem już gotowy do wyjścia. O wpół do ósmej czekałem już przy bramie liceum i miałem nadzieję, że ją zobaczę. Dopiero Łukasz, który jak zwykle przyszedł ostatni uświadomił mi, że pierwszy mamy WF i że muszę już na niego iść. Trochę to mnie otrzeźwiło. Beata przyjdzie do szkoły na ósmą pięćdziesiąt pięć. Dziewczyny WF mają w środę…
Graliśmy w koszykówkę; podczas lekcji omal nie zamordowałem Andrzeja, który, jak mi się wydawało, dziwnie na mnie patrzył. Czułem się jak ostatni idiota i cały czas myślałem tylko o niej.
Pierwsza lekcja trochę się przeciągnęła i musieliśmy jeszcze się przebrać. Chciałem znów pójść pod szkołę wypatrywać Beaty, ale uświadomiłem sobie, że ona już pewnie przyszła. Rzeczywiście. Już była. Na moje „cześć” po prostu odpowiedziała „cześć” i …sobie poszła dalej. No i czego ja się spodziewałem, że rzuci mi się w ramiona?
Pięć kolejnych lekcji przesiedziałem ze wzrokiem wbitym w jej plecy. Jak ostatni kretyn i wariat. Chyba tylko cud uratował mnie tego dnia przed pałą. Bo gdyby któryś z nauczycieli wyrwał mnie do odpowiedzi to niemalże na pewno bredził jak Piekarski na mękach. Beata za to dostała piątkę z chemii. Nie dość, że pasztet to jeszcze kujonka! Kiedy odpowiadała nie mogłem przestać patrzeć na jej usta i myśleć o tym co robiła nimi przy moim nabrzmiałym członku w sobotę. Właściwie to w niedzielę…
Cały czas powtarzałem sobie w myślach, że o szesnastej trzydzieści nigdzie nie pójdę. Bo czy ja do końca zwariowałem, żeby zadawać się akurat z Beatą? I tylko w myślach odliczałem czas: cztery godziny, trzy i pół, trzy i kwadrans…
Pod jej domem po raz pierwszy przeszedłem tego dnia o piętnastej pięćdziesiąt pięć. Starałem się nie patrzeć w okna, ale i tak patrzyłem. Beaty w nich nie widziałem. Byłem rozczarowany jak diabli. Mój naprężony członek cały czas uwierał mnie w dżinsach. Znów byłem podniecony. Podniecony na myśl o Beacie…
Pod domem przeszedłem jeszcze chyba cztery czy pięć razy. Za każdym razem ukradkiem wpatrzony w okna. I za każdym razem coraz bardziej rozczarowany.
— Wracam do domu — powiedziałem sam do siebie.
— Co mówisz, chłopcze — starsza kobieta przechodząca obok spojrzała na mnie zdziwiona i zaskoczona.
— Eee… nic nie mówiłem. Ładny pies — powiedziałem wskazując na prowadzonego przez nią na smyczy kundla.
— Dziękuję — ucieszyła się kobieta. Wabi się Arystoteles… — więcej już nie słyszałem, bo czym prędzej czmychnąłem jak najdalej. Ostatnie piętnaście minut stałem na przystanku autobusowym za rogiem ulicy, wytrwale studiując rozkłady jazdy i obiecując sobie, że wsiądę do następnego autobusu. Nie wsiadłem.
Zadzwoniłem. Beata otworzyła mi drzwi. Jak zwykle w grubym wełnianym swetrze i spódnicy niemal do ziemi. Całkowicie aseksualna. Co ja tutaj robię? Wpatrywałem się w pryszcze na jej pucułowatej twarzy.
— Napijesz się herbaty? — zapytała.
— Tak. Dziękuję — odpowiedziałem mając ochotę odwrócić się i uciec.
Wszedłem do środka. Szła przede mną, a ja cały czas gapiłem się na jej gruby tyłek. Weszliśmy do kuchni.
— Siadaj — zadysponowała i zaczęła kręcić się po pomieszczeniu.
Po kilku chwilach dwie parujące filiżanki stały przed nami.
— Ile słodzisz? — zapytała. — Wiedziałam, że będziesz chciał więcej — dodała jakby od niechcenia nie precyzując, czy chodzi o cukier czy o coś zupełnie innego.
Piliśmy gorącą herbatę, a ona po każdym łyku oblizywała się lubieżnie. A może tylko tak mi się wydawało. Może tak naprawdę nic się nie działo?
Beata swoją filiżankę opróżniła pierwsza wstała i odstawiła ją do zlewu. Przyglądała mi się badawczo, natrętnie. Znów poczułem, że nie jest tą pasztetowatą licealistką i że znów wróciło to, co opętało mnie wówczas. Czułem, że jestem podniecony, ze cały czas byłem podniecony i cały czas myślałem tylko o niej.
— Odstaw — powiedziała do mnie, a ja posłusznie odstawiłem niedopitą herbatę na stół.
Uklękła przede mną i tak jak poprzednio rozpięła pasek, odpięła guzik i rozsunęła zamek błyskawiczny dżinsów. Bez zastanowienia zsunęła z mojego członka slipy i wzięła go do ust. Były gorące. Nie tylko od tej gorącej herbaty. Znów wróciło. Niemal dokładnie od tego momentu w którym skończyliśmy dwa dni temu podczas imprezy.
Znów czułem jej niesamowity język, który ślizgał się w górę i w dół… znów zatraciłem poczucie czasu.
Znów byłem na tej cienkiej granicy za którą jest spełnienie. Znów czułem jak Beata kolejnymi ruchami języka reguluje moje podniecenie nie dopuszczając do przejścia na drugą stronę… Po jakimś czasie wstała z kolan i zaczęła mnie całować w usta. Ale tylko przez chwilę. Zaraz potem pociągnęła mnie w głąb mieszkania. Znaleźliśmy się w jej pokoju w którym na półkach pomiędzy stertami książek stało kilkadziesiąt pluszowych misiów. Beata pchnęła mnie na łóżko.
Usiadłem ze spuszczonymi do kolan spodniami, mój członek prężył się w podnieceniu przede mną. Beata zaczęła się rozbierać. Zdjęła sweter… potem spódnicę… stała w samych majtkach i staniku.
— To co? Chcesz zobaczyć więcej? — zapytała i nie czekając na odpowiedź odwróciła się plecami i przysunęła bliżej.
Tak – była najbrzydszą dziewczyną w całej naszej klasie a ja jej pragnąłem jak nikogo innego… jak żadnej innej dziewczyny ze zgrabnym tyłeczkiem, śliczną buzią i cycuszkami jak jabłuszka. Pożądałem grubej, brzydkiej Beaty…
Rozpiąłem jej stanik, który opadł na podłogę i zacząłem dotykać piersi dziewczyny. Były ogromne, nie mieściły się w moich rękach. Dotykałem jej twardych sutków… Znów zaczęliśmy się całować przez jej prawe ramię… Namiętnie… pożądliwie… zachłannie…
Moja ręka powędrowała niżej po jej brzuchu aż do majtek, wsunęła się pod gumkę i natrafiła na krótko przystrzyżonego jeżyka. Jeżyk był mokry. Usłyszałem ciche „ach”… a potem kolejne, za każdym razem o ćwierć tonu głośniejsze. Beata znów ocierała się o mnie swoimi plecami i pośladkami. Raz w górę – raz w dół… raz w górę – raz w dół…
W pewnym momencie dziewczyna odwróciła się i pchnęła mnie mocniej ręką. Leżałem na plecach. Czułem jak zdejmuje mi spodnie… potem usłyszałem szelest rozpakowywanej prezerwatywy… jeszcze potem znów jej usta na moim członku a potem sprawnie zakładaną gumkę…
Po chwili już siedziała na mnie okrakiem, przed sobą miałem jej wielkie piersi, sięgnąłem dłonią w ich kierunku. Uśmiechała się… wzięła mnie ręką i wsunęła sobie do środka. Gładko i płynnie. A potem zaczęła się przesuwać… do przodu i do tyłu… do przodu i do tyłu… raz za razem.
Zaciskała się przy tym dookoła tak, że znów jestem na tej cienkiej granicy za którą jest tylko błogość. I za każdym razem, kiedy już-już wydawało mi się, że nic mnie nie uchroni, by spaść w przepaść spełnienia ona nieco zwalniała, aby bo kilku powolnych ruchach znów przyśpieszyć. Kilka razy szybciej, kilka razy wolniej… kilka razy szybciej… kilka wolniej…
Znów z jej ust usłyszałem ciche „ach”, potem kolejne coraz głośniejsze… aż w końcu zacisnęła się z całej siły na moim członku, wygięła się w łuk i wbiła paznokcie w moje ramiona. Czułem jej gorącą, mokrą, zaciskającą się na moim członku szparkę i też… eksplodowałem.
Czuła to. Wiedziałem, że to czuła… uśmiechnęła się lubieżnie i popatrzyła na mnie jak kocica na zagonioną do kąta mysz.
— Moi rodzice wrócą za jakieś dwadzieścia minut. O osiemnastej kończą pracę — powiedziała. — Ubierz się i zmykaj. Będę tu na ciebie czekała jutro o szesnastej trzydzieści.
Przez kolejne cztery dni aż do piątku przychodziłem na półtorej godziny do domu Beaty i przeżywałem to wszystko od początku. Cały ten tydzień składał się z tych niesamowitych półtoragodzinnych erotycznych sesji przerywanych krótkimi przerwami na to, by móc na chwilę pójść spać, do szkoły czy zjeść kolację. Już nawet nie myślałem o niej, że jest otyła, brzydka… była niesamowita, wspaniała, seksowna, doskonała…
W piątek powiedziała, że to nasz ostatni wspólny raz. Kiedy wychodziłem od niej, a za moimi plecami zamknęły się drzwi, poczułem, że przytrafiło mi się coś najwspanialszego w życiu. I byłem zdruzgotany tym, że to już koniec. Bo wiedziałem, że to już koniec…
* * * * *
Kolejny tydzień był jednym wielkim koszmarem. Był bez Beaty… bez niej… bez NIEJ! Nie potrafiłem się na niczym skupić, wszystko leciało mi z rąk. Były tylko myśli o Beacie – tłustej, pryszczatej, brzydkiej dziewczynie z którą spędziłem najcudowniejszy tydzień całego mojego życia.
Wojtek, mój najlepszy przyjaciel, chyba w kolejny czwartek albo w piątek powiedział mi tylko na którejś przerwie:
— Witamy w klubie. To ona wybiera — wtedy doskonale już o tym wiedziałem.
Mam nadzieję, że takich opowiadań będę mógł przeczytać tutaj więcej.
Serdecznie pozdrawiam !