Posiedzenie rady zarządu prawie już się skończyło. Tylko, jak zwykle, te bubki ze sprzedaży nie mogą przestać mówić. Zamiast wciskać nam tutaj te głodne kawałki o tym dlaczego nikt nie chce kupować tego badziewia sprowadzanego przez nas z Chin i Tajlandii zajęli by się czymś poważniejszym? Na przykład pogoniliby do roboty dystrybutorów – w końcu za to biorą pieniądze. Ale nie, oni wolą gadać na zebraniach… gadać… gadać… jakby od tego zależało ich być albo nie być.
W nocnym autobusie było już tylko kilkanaście osób. Na każdym przystanku po kilka ubywało, nikt nie wsiadał. Siąpił drobniutki deszczyk. Jeszcze tylko pięć takich postojów i będę mógł wysiąść i pójść do domu. W pewnym momencie dziewczyna drzemiąca na fotelu przede mną budzi się kiedy autobus podskakuje na jakiejś dziurze w jezdni. Rozgląda się zdezorientowana dookoła. Nasz wzrok się spotyka.